Biogram

ur. w 1937 r. w Warszawie, jest dominikaninem, profesorem filozofii, kierownikiem Katedry Filozofii Religii w Uniwersytecie Papieskim  Jana Pawła II oraz wykładowcą w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym Dominikanów w Krakowie, którego był rektorem w latach 1990-1998. Były członek Komisji Filozofii i Teologii Komitetu Badań Naukowych. Przed wstąpieniem do zakonu ukończył historię sztuki. Jest autorem licznych książek i artykułów z dziedziny filozofii, religii i teologii, min. Więcej niż mit. Leszka Kołakowskiego spory o religię, Czego chrześcijanie nie wiedzą o chrześcijaństwie, Sztuka owocnego życia.

 

Wystąpi z referatem „Miłosz – Poezja jako ćwiczenie duchowe”

„Zapytałem Profesora – co w nim zostało z okresu, kiedy jego wuj, Oskar Miłosz skierował go na wykłady w Paryżu, w Institut Catholique na wykłady, na których słuchał wybitnych przedstawicieli myśli tomistycznej. Poeta się zamyślił i powiedział – „to ciekawe, może ojciec ma rację?”
Uderzała mnie w dojrzałej jego poezji pochwała świata widzialnego, tęsknota do tego, co rzeczywiste. Czy to wspomnienie sprzed lat, z czasów paryskich studiów, przyćmionych późniejszymi zmaganiami z „heglowskim ukąszeniem”?
Współczesna filozofia, jej najważniejsze czy najgłośniejsze obszary, odeszły od poszukiwania swej najważniejszej wartości, jaką jest mądrość.  Niektórzy próbują ocalić powołanie filozofii do poszukiwania mądrości odwołując się do starożytnych, jak to czyni Pierre Hardot, nazywając starożytną myśl „ćwiczeniem duchowym”. Poezję Czesława Miłosza czytam i rozumiem jako takie właśnie ćwiczenie duchowe, wciąż ponawiany trud poszukiwania odpowiedzi na pytanie czym jest TO.
Wydaje mi się, że najważniejszy dla „ćwiczeń duchowych” jest postulat powrotu do prawdy, spowodowania przemiany w myśleniu, pozwalający na przejście z rozmowy o rozmowie do rozmowy o rzeczywistości. W tomie Życie na wyspach ulubionym moim esejem jest szkic Przeciw poezji niezrozumiałej, wraz z dopisanym Postscriptum. Przytoczę fragment: Niewykluczone…, że los poezji był dotychczas tak czy inaczej związany z tym, czemu nadaje się dzisiaj miano „metafizyki”, a co w Europie oznaczało wspólne filozofii greckiej i chrześcijaństwu przekonanie o istnieniu prawdy ukrytej we wszechświecie, częściowo przynajmniej dostępnej umysłowi. Z chwilą kiedy samo słowo „prawda” uznane został za jeden z liczmanów istniejących jedynie w języku, do którego zaliczono też słowo „Bóg”, „piękno”, „dobro”, „zło” etc. – metafizyka się skończyła, twierdzą emancypowani. (Życie na wyspach, s. 119)
Ale rezygnacja z „prawdy” przynosi daleko idące  konsekwencje – prowadzi do utraty kontaktu z Rzeczywistością, z tym, co jest. „Metafizyczne poczucie Dziwności Istnienia” oznacza przede wszystkim, że wobec drzewa czy kamienia, czy człowieka, uświadamiamy sobie nagle, że to j e s t , choć mogłoby nie być. (s.103)
Miłosz głosi pochwałę sztuki patrzenia i opisu, który wymaga intensywnego wpatrywani się, tak intensywnego, że opada zasłona codziennych przyzwyczajeń… Nie ukrywam, że szukam w wierszach objawienia się rzeczywistości, tego, co greckim nosi nazwę epifaneia  (tamże)”.