Biogram

urodzony w 1970 r., filozof kultury, krytyk filmowy, redaktor kwartalnika „Kronos”. Autor książki „Wobec nihilizmu. Gombrowicz, Witkacy” (Wydawnictwo Sic!, 2009). Był jednym z tłumaczy książki Martina Heideggera o Nietzschem (PWN, 1998, 1999). Ukończył Wydział Polonistyki UW i Szkołę Nauk Społecznych przy Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Junior Fellow wiedeńskiego Instytutu Nauk o Człowieku. Doktorat o nihilizmie i nowoczesności obronił w Instytucie Badań Literackich PAN. Wykładał gościnnie w łódzkiej PWSFTiT, oraz na polonistyce UW i w Instytucie Kultury UW. Obecnie adiunkt na Wydziale Nauk Humanistycznych UKSW.

Wystąpi z referatem „Dialektyka oświecenia po polsku: Legendy nowoczesności

„Proponuję, aby przeczytać „Legendy nowoczesności” razem z „Dialektyką oświecenia”. Dzieło frankfurtczyków jest próbą odpowiedzi na pytanie jak to możliwe, aby dobroczynny proces opanowywania świata naturalnego przez wyzwolony i samowiedny podmiot zrodzić mógł owoce tak zatrute, jak nazistowska katastrofa. „Oto w pełni oświecona ziemia stoi pod znakiem nieszczęścia” – ta początkowa fraza „Dialektyki oświecenia” oddaje paradoksalną istotę historycznego kataklizmu wydarzającego się poza rozróżnieniem na ”barbarzyństwo i cywilizację”, „reakcję i postęp” etc.; do realizacji najbardziej zbrodniczego projektu w dziejach ludzkości zostały zaprzęgnięte wszystkie zdobycze nowoczesnej myśli naukowej i technicznej, sekularne ideologie i doskonale racjonalny aparat państwowych instytucji. W świetle interpretacji Adorno i Horkheimera zbrodnie nazistów obciążają hipotekę nowoczesności – są jej konsekwencją, a nie aberracją. Ta interpretacja do dziś idzie pod prąd potocznych wyobrażeń. Tym większa zasługa młodego poety, który tkwiąc w samym centrum  okupacyjnego piekła  zadawał pytania z perspektywy podobnej, co ojcowie szkoły frankfurckiej piszący w tym samym momencie z bezpiecznego, trans-atlantyckiego dystansu. Widać to już w samym koncepcie książki: „legendy nowoczesności”, to formuła równie paradoksalna jak „mitologia demitologizacji” proponowana przez Adorno. Rzecz nie w tym jednak by szlachetną paralelą dowartościowywać książkę skrzywdzoną spóźnionym o pięćdziesiąt lat wydaniem. Różnice są ciekawsze niż podobieństwa. Miłosz nie zadaje swych pytań z głębi spełnionej nowoczesności, której tryumf okazał się katastrofą – ale z pozycji kogoś, kto aspiruje do nowoczesności, kto wypełnia oświeceniową misję wobec swej „zapóźnionej” i „drugorzędnej” kultury. Innymi słowy – ma „kompleks nowoczesności”. Zarazem jednak nie jest radykałem – religia, legendy i mity, to również jego świat. A wreszcie: te eseje pisał nie spekulatywny abstrakcjonista, ale świadek historii żywej, garbującej mu skórę na plecach bez znieczulenia. A to, przyznajmy, ma swoją wagę w ocenie konkluzji. Różnice te sprawiają, że intuicje Miłosza – nie rozwinięte po wojnie – mogłyby stać się fascynującym dialogiem z całą frankfurcką tradycją”.

Mateusz Werner