Trzeci dzień Festiwalu Miłosza pełen był emocji i wzruszeń, a na finał poznaliśmy laureatki Nagrody im. Wisławy Szymborskiej.

Julia Fiedorczuk otrzymała nagrodę za tom „Psalmy”, w którym sięga po jeden z najstarszych gatunków literackich, by opowiadać o problemach współczesności. – Wybrałam psalmy, bo dla mnie brzmienie poezji jest czymś niezwykle istotnym. Zawsze szukam takich sposobów mówienia, które zawierają w sobie muzykę – tłumaczyła laureatka. – Psalmy Dawidowe, które jakiś czas temu zaczęłam uważnie czytać, to z jednej strony pieśni pochwalne, z drugiej zaś rozpaczliwe wołanie. Ciekawiło mnie, jak te dwa wymiary będą brzmieć, gdy zderzę je z językami współczesności, zaczerpniętymi z mass mediów czy nauk ścisłych.. – Fiedorczuk, podobnie jak patronkę nagrody, cechuje organiczna niechęć do patosu, nawet gdy jej wiersz przyjmuje starodawną formę – mówił przewodniczący jury, Abel Murcia Soriano. – Nagrodzony tom,  to reinterpretacja gatunku i udowodnienie, że za jego pomocą wciąż można mówić rzeczy ważne i aktualne.

Nagrodę dla książki poetyckiej przetłumaczonej na język polski otrzymała zaś Szwedka, Linn Hansén, za tom „Przejdź do historii” w przekładzie Justyny Czechowskiej. – To zaproszenie do uważnego obejrzenia indywidualnych losów, dziejów społeczeństw i wspólnej ludzkiej historii – mówiła w laudacji członkini jury, Dorota Walczak Delanois.

Zanim jednak poznaliśmy laureatki Nagrody im. Wisławy Szymborskiej w Pałacu Biskupa Erazma Ciołka przez cały dzień trwały dyskusje i spotkania z poetami. Sporo rozmawiano o tłumaczeniach i to nie tylko z powodu debaty translatorskiej, która od kilku już lat jest stałym elementem programu festiwalu. Tłumacze zastanawiali się, co decyduje o tym, jakie książki są tłumaczone, poeci zaś opowiadali, czym dla nich jest przekład. – Tłumaczenie to wejście do głowy twórcy, próba zrozumienia jego sposobu myślenia i opisywania świata – mówiła hiszpańska poetka i tłumaczka, Olvido García Valdés. – I chociaż uważam, że przekład idealny nie istnieje, myślę że potrzebujemy tłumaczeń. Gdyby nie przekłady i lektura zagranicznych wierszy, nawet w połowie nie byłabym takim człowiekiem i autorem, jakim dziś jestem.

Jane Hirshfield utworom pisanym w innym języku poświęciła utwór „Poetka”, który przeczytała wczoraj festiwalowej publiczności. – Bardzo często myślę o tym, że może właśnie teraz na świecie powstaje wiersz, którego bardzo potrzebuję, a nigdy nie usłyszę, bo nie zostanie przetłumaczony na angielski – mówiła. Hirshfield opowiadała też o tym, jak sama pracuje i jak powstają jej wiersze, w których zachwyt nad światem łączy się z precyzyjnym wskazywaniem jego problemów od przemocy po ekologię. – Nie można nie mówić o współczesnych bolączkach, ale jeśli będziemy skupiać się tylko na nich, zapomnimy o słodyczy, o przyjemności, o tym dlaczego chcemy żyć  –tłumaczyła.

Głosy polskich poetów wybrzmiały nie tylko podczas wieczornej gali Nagrody im. Wisławy Szymborskiej,  ale też w ramach poetyckich spotkań. W Krakowie pojawił się Andrzej Szuba – poeta słynący z troski o swoją prywatność spotkał się z czytelnikami po raz pierwszy od 12 lat. Jego krótkie, ostre jak brzytwa wiersze wywołały wiele emocji u słuchaczy, którzy zgotowali poecie długą owację. Równie unikalne było spotkanie z Marzanną Bogumiłą Kielar, która przeczytała swoje wiersze, pełne czułego zachwytu nad urodą świata.

 

Fot. Edyta Dufaj