W poezji nic nie można zrobić na siłę

„Nie widzę, żeby mnie czytano w willach, w których są jakieś baseny, no nie widzę” – w filmie „Napisane życie” Wisława Szymborska mówi o tym, jak wyobraża sobie odbiorców swojej poezji,  a zgromadzeni podczas projekcji wybuchają śmiechem. „Mój czytelnik, jak kupuje, to patrzy, ile mu jeszcze pieniędzy zostaje w portmonetce. Ale kupuje” – dodaje. A Michał Rusinek, w tym samym filmie, tłumaczy, że Noblistce nie wolno wierzyć na słowo, bo taki właśnie jest jej sposób na trudne pytania – ona zniewala anegdotą. I później człowiek już nie pamięta, o co pytał.

Dzień rozpoczęliśmy spotkaniem z laureatami Nagrody im. Wisławy Szymborskiej i to im zadawaliśmy trudne pytania. Nagrodę otrzymali w tym roku Jakub Kornhauser za „Drożdżownię” i Uroš Zupan za „Niespieszną żeglugę” oraz tłumacze tomu: Katarina Šalamun-Biedrzycka i Miłosz Biedrzycki. Poprzez swoje wiersze podczas kolejnych spotkań byli z nami również poeci już nieobecni – Zdzisław Jaskuła i Witold Wirpsza.

Michael Ondaatje mówił o tym, jak ważne są dla poety zarówno samotność, jak i poczucie wspólnotowości. Jego zdaniem bardzo szeroki dialog z innymi dziedzinami sztuki pozwala, siedzącemu w swojej klitce twórcy, zrozumieć, że podobnych siedzących w klitkach twórców są miliony. To daje możliwość wpisania się w szerszy kontekst, choć oczywiście na ściśle określonych zasadach. Te zasady są inne dla filmu, malarstwa i inne dla literatury. Zapytany o ulubione opowieści z dzieciństwa, Ondaatje przyznał, że trudno byłoby mu takie wskazać – „Dorastałem wśród opowieści o demonach”.

W świat poetyckich demonów wprowadził nas Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, a o jego wierszach przepełnionych imionami i tajemniczymi, często autobiograficznymi inskrypcjami, pięknie mówił prowadzący spotkanie Piotr Matywiecki: „nazwa to dźwięk, a dźwięku samego w sobie nie da się zinterpretować”. I takie też było to spotkanie, niełatwo poddające się interpretacji, wprowadzające w trans, emocjonalne, intymne, irracjonalne. „Siła tych wierszy i ich konwencja unieważnia każdą inną konwencję, łącznie z konwencją tego wieczoru i mnie w nim” – podsumowywał Matywiecki. Sam poeta nigdy nie udzielił wywiadu i tym razem również wyłącznie czytał swoje utwory. Zdawał się tłumaczyć słowami wiersza, że „w poezji nic nie można zrobić| na siłę”.

Tego wieczoru splotły się ze sobą w zasadzie dwa mocne poetyckie performansy – niezwykłe hipnotyczne czytanie w wykonaniu Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego oraz koncert „Wirpsza” w wykonaniu Jazzformance. Wystąpienia te nie pozostawiły nikogo obojętnym, tyle w nich było autentycznej poetyckiej mocy, która z tego się bierze, że, mówiąc słowami poety: „jeden tekst podpala drugi”. I oby taki właśnie był plon tegorocznego festiwalu – oby stał się on inspiracją do poetyckich poszukiwań, oby podpalał nasze głowy!

„Pozwoliłem ci na chwilę zobaczyć kwiat nasturcji oczami motyla i być motylem. Pozwoliłem ci patrzeć na łąkę oczami salamandry. Następnie dałem ci oczy rozmaitych ludzi, żebyś patrzył na to samo miasto” – pisał Czesław Miłosz w wierszu „Oczy” z tomu „Piesek przydrożny”. Możemy sobie życzyć tego, byśmy te wszystkie perspektywy, które przyszło nam tutaj poznać, zdołali w sobie unieść i nimi się inspirować aż do kolejnego Festiwalu Miłosza.